środa, 14 września 2011

Autobus do Granady

8.09.
Pewnie mogłam wyjechać o 12 i być o normalnej porze w Granadzie, ale nie, nie.. Strasznie długo zeszło mi na żegnaniu z Joanem. Pokazał mi też filmy, w których występował, reżyserował lub nagrywał.  Nauczył mnie też robić tortilla de patatas, którą zjedliśmy później popijając pysznym winem. I tak wyszło, że pojechałam autobusem dopiero po 18.
Z autobusu mogłam podziwiać piękne widoki! Jestem fanką skalistych wzgórz, na których są tysiące oliwnych drzewek.
Ludzie w autobusie byli dla mnie bardzo mili. Jeden dziadek ciągle pokazywał mi jakieś widoczki i częstował cukierkami, a inny mężczyzna podzielił się ze mną swoją kanapką z tortillą. Tak mijały godziny i dopiero o 4 nad ranem byłam w Granadzie. Robert poradził mi wziąć o tej porze taksówkę. Wyniosło mnie to 6 euro, więc spoko. W końcu też przydała się karimata i śpiwór, który ze sobą wożę!! Spałam na ziemi w dużym pokoju, bo Robert miał też innych gości. Spałam to może lekkie nadużycie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz